Prasa o Stronnictwie Demokratycznym


Paweł Piskorski: w odpowiedzi red. Wróblewskiemu

Warszawa, 29.01.2010 r. 
Pan Redaktor Bogdan Wróblewski 
„Gazeta Wyborcza” 

Wielce Szanowny Panie Redaktorze, 

Nie wiem, czy przyjmie Pan tę formułę sprostowania do Pańskiego felietonu z 27 stycznia 2010 r. „Piskorski, prawo, polityka”, ale mam nadzieję , że w imię uczciwości i bezstronności zechce Pan przedstawić na łamach Pańskiej gazety moje argumenty i prawdziwe fakty a nie tylko opinie i interpretacje mi nieżyczliwe. Moją nadzieję opieram też i na tym, że „Gazeta Wyborcza” zawsze twierdziła, iż jednym z podstawowych standardów praw obywatelskich jest założenie niewinności człowieka dopóty, dopóki w jego sprawie nie zapadnie prawomocny wyrok niezawisłego sądu. Proszę mi również wybaczyć emocjonalny ton tego listu, ale dotyczy on spraw pryncypialnych i ważnych, jak się zdaje, nie tylko dla mnie. 

Pozwoli Pan, że odniosę się do informacji i argumentów przez Pana przywoływanych. 

1. Uważam, że podjęcie akurat teraz sprawy sprzed tak wielu lat i postawienie mi całkowicie bezpodstawnych zarzutów nie jest obiektywne ani bezstronne. Dzieje się to w momencie rozpoczęcia wspieranej przeze mnie kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego. W ten sposób rękami kontrolowanych przez ekipę Donalda Tuska służb specjalnych i prokuratury realizowany jest interes tej ekipy polegający na osłabianiu – za każda cenę i przy pomocy wszelkich dostępnych środków – szans politycznej konkurencji. Na pytanie czy jest to możliwe aby ta ekipa posługiwała się podobnymi instrumentami niech służy jedynie przywołanie skutecznego wyeliminowania kandydatury Włodzimierza Cimoszewicza z wyborów prezydenckich w 2005 roku. Z tych powodów u każdego poszukującego prawdy dziennikarza – w tym i u Pana – podjęte wobec mnie działania powinny wywoływać co najmniej zaniepokojenie.

2. Prosiłbym aby w argumentacji nie posługiwał się Pan sprowadzaniem sprawy do absurdu, czym jest niewątpliwie sformułowanie „spisek premiera Tuska z prokuratorem”. Nigdy nie mówiłem, że sprawa postawienia mi zarzutów uruchomiona została w tak nierealistyczny sposób, jakim byłaby np. bezpośrednia rozmowa premiera z jakimś prokuratorem. Istnieją znacznie subtelniejsze i pośrednie sposoby wywierania presji lub wskazywania, co ekipa aktualnie sprawująca władzę mile by widziała. Przypomnę Panu, że w czasach rządów PiS „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie opisywała i potępiała podobne praktyki i nie miała wtedy żadnych wątpliwości, że do takich sytuacji, czyli do skutecznego nacisku na prokuraturę, mogło dochodzić. Wówczas nie używaliście argumentu, że skoro nie ma dowodu na „spisek premiera Kaczyńskiego z prokuratorem”, to należy uznać, że prokuratura działa bezstronnie. Cóż się zmieniło? Jakie przesłanki stanowią o tym, że według Pana – jak mam prawo domniemywać – ekipa Tuska pozostaje w oczywisty sposób poza wszelkim podejrzeniem? 

3. Ja, Panie Redaktorze, domagam się tylko uszanowania moich praw, w tym prawa do obrony mojego dobrego imienia. Współczesne media mają ogromną siłę rażenia. Dzisiaj nawet drobna wzmianka, że w prowadzonym przez prokuraturę postępowaniu przewija się nazwisko danej osoby powoduje dla takiej osoby istotny uszczerbek na jej dobrym imieniu. Na dziennikarzach ciąży zatem wielka odpowiedzialność za słowo. Świadomość tej odpowiedzialności nakazuje podchodzić do prokuratorskich „rewelacji” – często mają one formę kontrolowanych przecieków – z dużą ostrożnością i krytycyzmem. Bez takiego podejścia bardzo łatwo uznać za prawdę to, co jest przemyślaną manipulacją. Taką właśnie skandaliczną manipulacją posłużono się wobec mnie gdy w 2006 r. rozpoczęte wtedy postępowanie sprawdzające mój majątek dopisano do sygnatury śledztwa obejmującego mafię pruszkowską i bezceremonialnie wymieniano śledztwo w mojej sprawie jako śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. Do grupy należą również moja mama i żona. Nie miałem nigdy nic wspólnego z mafią czy przestępcami, co przyznaje nawet prokuratura, a mimo to natychmiast zaczęły się mnożyć przecieki stawiające mnie w fatalnej sytuacji. Samo wymienianie mojego nazwiska w tym kontekście mnożyło spekulacje i podejrzenia. Czy nie uznaje Pan, Panie redaktorze, że stosowanie wobec obywatela tego rodzaju metod jest haniebne? Na jakiej podstawie pisze Pan, że moje nazwisko było od początku w tym śledztwie „wymieniane”? Czy nie pamięta Pan, że premier Miller, po zweryfikowaniu faktów, przepraszał mnie z trybuny sejmowej za bezzasadne stwierdzenie, że któryś ze świadków mafijnych wymieniał moje nazwisko? Czy wiedząc, że śledztwo to dotyczy mafii pruszkowskiej, z którą – chyba Pan w to nie wątpi – nic mnie łączy, nie stosuje Pan tej samej metody „łagodnego pomówienia”, przeciwko której Państwa redakcja tak wiele razy protestowała? 

4. Pisze Pan, Panie Redaktorze, że śledztwo toczyło się od 2002, więc – cytuję – „jeśli coś można zarzucić prokuraturze, to kilka zmarnowanych lat w wyjaśnianiu tej sprawy”. Czy nie uważa pan, że to jest właśnie „intelektualne nadużycie”? Czy naprawdę, Pana zdaniem, praca prokuratury jest zmarnowana, jeśli nie ma zarzutów? Czy nie uważa Pan, że miarą demokratycznego standardu nie jest to, że po weryfikacji dowodów prokuratura stwierdza, że przestępstwa nie było? Czy nie widzi Pan, że „mój” wątek tego śledztwa dawno powinien być zakończony umorzeniem sprawy wobec nie stwierdzenia złamania prawa? Czy nie dostrzega Pan, że przedłużanie postępowania i jednoczesne przekazywanie przecieków w rodzaju „cały czas sprawa się toczy i kto wie jak się zakończy”, jest kolejną manipulacją i rodzajem pomówienia? Jeśli ja mam pretensję to właśnie o to, że prowadzono na siłę czynności, czasem nawet już po przedawnieniu spraw. Słowo „przedawnienie” jest z resztą jednym z kluczowych słów w języku manipulatorów z prokuratury. Przypomnę sprawę mojej wygranej w kasynie w roku 1992. Potwierdzam to, co zawsze mówiłem – wygrałem wtedy sporo pieniędzy i uzyskałem z kasyna stosowne potwierdzenie na piśmie. Potwierdzenie to nigdy przez 14 lat nie było przez nikogo kwestionowane. Po 14 latach prokuratura wszczyna w tej sprawie postępowanie twierdząc, że potwierdzenie z kasyna zostało sfałszowane. Okres przedawnienia to 10 lat. Przez kolejnych kilka lat, już w oczywisty sposób w sytuacji, w której sprawa powinna dawno być umorzona, prowadzone są bardzo intensywne czynności, które kończą się w 2009 r. (17 lat od sprawy) stwierdzeniem, że było przestępstwo ale sprawa się przedawniła. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Właśnie po to, aby można było posługiwać się szkalującą mnie formułką, że dokonałem przestępstwa (tzn. sfałszowałem potwierdzenie), a uniknąłem odpowiedzialności tylko dlatego, że sprawa się przedawniła. I tę formułkę powtarza dzisiaj część mediów. Tyle tylko, że teza prokuratury o sfałszowaniu potwierdzenia nie obroniłaby się na sali sądowej, gdyby sprawa trafiła pod osąd niezawisłego sądu. Ale nie trafi. Dlaczego? – dlatego, że organa ścigania z pełną premedytacją zajęły się tą sprawą wtedy dopiero gdy można było , bez obawy o niekorzystne dla prokuratury rozstrzygnięcie sądowe (bo sprawa do sądu trafić nie może), rzucać godzące w moje dobre imię oskarżenia. Czy Pan uważa, że tak powinna postępować prokuratura w praworządnym kraju? 

5. W 2006 r., za czasów ministra Ziobry, który – tak jak i cały PiS – usiłował za wszelką cenę udowodnić istnienie zagrażającego polskiemu państwu „układu” (jak Pan pamięta, w „układzie” tym mieli tkwić także niektórzy dziennikarze „Gazety Wyborczej”) wszczęto wielkie dochodzenie w sprawie mojego majątku. Powołano specjalne zespoły prokuratorów i urzędników skarbowych, zaprzęgnięto do pracy służby specjalne i CBŚ, inwigilowano i sprawdzano niesłychaną liczbę ludzi, w tym całą moją rodzinę. Procedury te i śledztwa nie tylko absorbowały sztucznym problemem całą armię urzędników i funkcjonariuszy, ale kosztowały też olbrzymie kwoty. Finałem jest 60 tomów akt czyli więcej niż w wielkich śledztwach dotyczących największych przestępstw. Śledztwo – o czym pisałem – „podczepiono” do sprawy pruszkowskiej, z którą nie miałem nic wspólnego, a zrobiono tak tylko po to, aby postawić mnie w fatalnym kontekście. Czy nie uważa Pan, że to jest skandal? Czy nie jest to właśnie klasyczne instrumentalne traktowanie prokuratury, przeciwko czemu tak wiele razy protestowała „Gazeta Wyborcza”? Czy zasada – „daję wam człowieka a wy za wszelką cenę macie coś na niego znaleźć” – jest rzeczywiście akceptowana przez Pana i Pańską redakcję? Mam wrażenie, że gdyby dotyczyło to innej osoby, to uczynilibyście Państwo z tego sztandarowy przykład nadużycia władzy. Tu jednak w zdumiewający sposób powtarza Pan argumenty jakby wprost wyjęte z ust obrońców działań prokuratury i CBA z czasu PiS. Mam pretensję do PO o to, że zamiast – jak zapowiadano – zlikwidować takie metody, chętnie, dla własnej politycznej „wygody”, używa ich nadal. W finale można – tak jak robią to dziś politycy PO i Pan – powiedzieć: „przecież to nie my zaczęliśmy, tylko PiS, więc jaka w tym nasza rola”? Przyzna pan , że jest to argumentacja nie szanująca intelektu osób, do których jest kierowana. 

6. Żeby tego było mało rzeczywiście, równolegle ze śledztwem prokuratorskim, starano się znaleźć na mnie cokolwiek w postępowaniu skarbowym. Wielokrotnie przechodziłem różne postępowania sprawdzające i skarbowe i mimo, że zawsze jest to procedura nieprzyjemna i bardzo pracochłonna, nigdy nie protestowałem i uważałem, że jest moim obowiązkiem ze wszystkiego się rozliczyć. Nigdy w tych postępowaniach nie została stwierdzona żadna nieprawidłowość i zakończyły się one prawomocnymi decyzjami kwitującymi mój majątek. W 2007 roku, w ramach owego PiS-owskiego postępowania mającego wykryć „układ”, rozpoczęto kolejną kontrolę, tym razem UKS. Postępowanie tym razem było prowadzone skandalicznie. Nawet nie dopuszczono mnie i mojej żony do składania wyjaśnień, lekceważono przedstawiane dowody, jednostronnie i wybiórczo interpretowana zeznania. Było jasne, że „wyrok” został wydany zanim się zaczęła procedura. Dodatkowo nie przejmowano się zupełnie prawem, bo wydając decyzję dla mnie niekorzystną, nawet nie postarano się uchylić pozytywnych decyzji poprzednich a obejmujących te same sprawy. Na własnej skórze przekonałem się, jak przy pomocy instrumentów państwa można zatruć życie i pomówić każdego, nie przejmując się ani prawem, ani przyzwoitością. Czy nie uważa Pan, że już sama taka procedura jest kompromitująca i powinna wywołać oburzenie – także mediów? Co jednak najważniejsze, wszczęte w 2007 roku postępowanie skarbowe zakończyło się wyrokiem sądu uchylającym decyzje służb skarbowych i przyznającym mi rację. Wyrok z listopada 2009 roku dotyczył właśnie tego jedynego kwestionowanego elementu mojego majątku, czyli umowy z antykwariuszem z 1997r. i był jednoznaczny. Wyrokiem sądu decyzje skarbowe zostały uchylone! Zdaniem sądu nie ma podstaw do podważenia tej umowy i transakcji! Jak może Pan tak lekceważąco do tego podchodzić? Usiłowano na siłę coś na mnie znaleźć i mnie pogrążyć, a sąd to uchylił i przyznał mi rację! Powinien to być przecież dla Pana jednoznaczny i ostateczny dowód na to, że robiono to na siłę i wyłącznie na polecenie „z góry”. Pan jest łaskawy skwitować to zdaniem – cytuję –„wprawdzie sąd administracyjny ostatnio podważył tę decyzję, ale już dwa lata temu Piskorski mógł się spodziewać zarzutu w prokuraturze”. A cóż to jest za zdanie? Czego to dowodzi poza tym, że negatywna dla mnie decyzja prokuratury i tak miała zapaść niezależnie od faktów i rozstrzygnięć sądowych. Pisze pan o tym ze zrozumieniem i bez oburzenia! A jak się to ma do poglądów Pańskich i Pańskiej redakcji o niedopuszczalności nadużywania władzy i polowania na niewygodnych ludzi? Być może mógłbym – jak Pan to stwierdza – spodziewać się dwa lata temu zarzutów, jeśli bym właśnie przyjął już wtedy, że prawda nie ma znaczenia, bo „wyrok” i tak został wydany. Ja jednak wolałem wierzyć, że żyjemy w państwie prawa, w którym liczą się fakty, wyroki sądowe i procedury prawne. Jeśli byśmy żyli w takim właśnie państwie – a jest model państwa, jak się zdaje, również przez Pana postulowany – to jedynej rzeczy, której się powinienem spodziewać, to umorzenie tej sprawy z braku znamion przestępstwa. 

7. Proszę mi wybaczyć, ale zupełnie bezkrytycznie powtarza pan argumenty prokuratury i nie stara się Pan zweryfikować ich prawdziwości. Pisze Pan, że prokuratura zamówiła kolejną ekspertyzę „mającą rozstrzygnąć czy umowa sprzed lat została sfałszowana.” Oczywiście, wie Pan doskonale, że nic takiego nie istnieje. Ekspertyzy są w tej sprawie różne i często sprzeczne i żadna z nich nie jest – niezależnie od tego, co by w tej sprawie nie mówili prokuratorzy – ani ostateczna ani przesądzająca. Przesądzający jest tylko wyrok sądowy, a właśnie taki w listopadzie 2009 roku zapadł i dotyczył dokładnie tej umowy. A tak na marginesie, czy nie uderza Pana absurdalność zarzutu, jaką w sprawie umowy z antykwariuszem z 1997 roku stawia mi prokuratura? Przyjmijmy na moment tok rozumowania prokuratury: sfałszowałem umowę i zarejestrowałem ją w urzędzie skarbowym. Przecież standardową czynnością organów skarbowych, gdy pochylają się one nad umową na ponad 900 tysięcy złotych, jest zapytanie drugiej strony umowy, czy potwierdza jej zawarcie oraz skąd miała pieniądze na jej zrealizowanie. Ów antykwariusz zmarł dopiero w 2000 roku, zatem – jeśli umowę sfałszowałem – to przez 3 lata w prosty sposób, poprzez zapytanie antykwariusza, można było mnie zdemaskować, oskarżyć i skazać. Nawet najzagorzalsi moi przeciwnicy nie sugerują, bym był samobójca lub idiotą. To aż nazbyt dobitnie świadczy, że umowa jest prawdziwa i każe się jedynie zastanowić, dlaczego organy skarbowe i prokuratura zainteresowały się nią dopiero po śmierci owego antykwariusza, a nie za jego życia. Ja nigdy przez te lata nie miałem żadnych wątpliwości, co do prawdziwości podpisu, mimo, że nie składano go przy mnie. Nie ma więc mowy o świadomym posługiwaniu się sfałszowanym dokumentem – a tego dotyczy zarzut. 

8. Pisze Pan, bez zweryfikowania faktów, że w momencie mojego ponownego zaangażowania w politykę wiedziałem , że owa „rozstrzygająca” opinia została zamówiona i że mogłem się tego wszystkiego spodziewać. Jest to po prostu nieprawda. Jak Pan doskonale wie, w tym postępowaniu występowałem wyłącznie jako świadek, który nie ma ani wglądu w akta, ani żadnej wiedzy o planach prokuratorów i o zamawianych przez nich dowodach. Jedynej rzeczy jakiej – jeśli ufać w państwo prawa – mogłem się spodziewać, to pomyślne dla mnie zakończenie tego postępowania. Zwłaszcza, że prawie dwa lata temu byłem w tej sprawie przesłuchiwany jako świadek, a to – jak Pan wie – na ogół oznacza zapowiedź zakończenia postępowania bez zarzutu dla osoby przesłuchiwanej w innym charakterze procesowym. Przecież prowadzono tak wiele spraw i postępowań, które mnie dotyczyły, a związane były albo z pomówieniami, albo rzekomymi aferami i wszystkie zakończyły się dla mnie pomyślnie. W żadnej sprawie nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości, nie mówiąc już o przestępstwie czy choćby wykroczeniu. Czyżby prokuratura uznała, że jest to jej porażka i cokolwiek trzeba mi zarzucić, żeby się nie okazało, że są bezradni? Taka motywacja, często napędzana zresztą komentarzami w prasie, byłaby prawdziwym skandalem i – przyzna Pan – naruszeniem podstaw państwa prawa. Pragnę również zwrócić Pana uwagę na okoliczność, że owa najnowsza opinia biegłego, znana nota bene przed wyrokiem Sądu Wojewódzkiego, niczego nie przesądza i nie jest kategoryczna, tak jak epatuje prokuratura. Inne zresztą opinie idą w dokładnie przeciwną stronę. 

Bardzo mi przykro, że tak wygląda Pański komentarz do tej sprawy. Moim zdaniem odbiega on zasadniczo od standardu promowanego do tej pory przez Pana i „Gazetę Wyborczą”. Mam jednak nadzieję, że moje argumenty przebiją się na łamy Pańskiej gazety. Myślę, że rzetelna lektura mojego listu znacząco zweryfikuje Pańską opinię w tej sprawie. 

Z wyrazami szacunku, 

/-/ Paweł Piskorski



prawa_strona->liderzy-sd
prawa_strona->z-zycia-sd
prawa_strona->dolacz-do-nas
prawa_strona->foto-galeria


Pobierz Kurier Konstytucyjny - jednodniówkę SD na 3 maja





Zapisz się do
newslettera SD:
Twój e-mail:



BIP SD
tworzenie stron www Szczecin (system CMS):

projektowanie stron internetowych szczecin z panelem CMS
nasz serwis omawia tematy: Stronnictwo Demokratyczne, SD, partie polityczne, partia polityczna, sejm, senat, konstytucja 3 maja, polityka